Rodzina i chory

Rodzina podopiecznego, czy podopiecznej bywa różna. Czasami się dziwnie zachowują jak dla nas, ale cóż się dziwić, niby dbają o swoją babcię czy dziadka, albo matkę lub ojca. Jesteśmy jako opiekuni w zasadzie pod stałą kontrolą i trzeba uważać, by kogoś nie urazić i wykonywać swoje zadania jak najlepiej, bo jesteśmy pod obserwacją. Ale zdarza się, że rodzina jest z nas zadowolona i jest całkiem przyjemnie pracować. Zdarza się, że mamy bardzo przyjemną Stellę, bo i podopieczny i rodzina są bardzo mili i w naszej pracy nam nie przeszkadzają, a wprost przeciwnie, starają się nam pomóc, jak tylko mogą, oczywiście w miarę możliwości, bo sami muszą iść do pracy. Polecam takie rodziny.

Pranie i prasowanie

Prać na Stelli trzeba i nie ma to tamto. Jako opiekunka to się tylko cieszę, że zawsze miałam szczęście, bo obok stała suszarka i na szybko można z niej było skorzystać. Jest to bardzo wygodne, ponieważ oszczędza to nam czas, ale jest jedna przypadłość: niestety niszczy nasze rzeczy i rzeczy podopiecznego. Ok., można sobie robić tak i rodzina kupi nowe, bo takie „wyliniałe” w zasadzie już nie nadają się do użytku. Gorzej z naszymi. Ja tam wolę prać normalnie i wieszać pranie tradycyjnie. Dobrze że miałam zawsze taką możliwość. Nie znoszę prasowania, ale trzeba było wykonać zadanie. Z drugiej strony mogłam mieć zajęty czas i nikt nic nie mówił.

My i zwierzęta

Lubimy zwierzaki jakiekolwiek by nie były. No chyba, że są ludzie, którzy w ogóle ich nie tolerują. Ale myślę, że to są skrajne przypadki. Osobiście uważam, że każdy lubi opiekować się jakimś kotem, psem, lub rybkami. Wiadomo, to są obowiązki codzienne, bo karmienie, spacer musi być. Ja byłam na Stelli kiedyś i oprócz dbania o podopiecznego, musiałam wyprowadzać psa i wiedzieć, kiedy go czesać, dawać mu posiłki o określonej godzinie i pilnować na każdym kroku. Czas był określony co do chorego i psiaka. Sprawiało to trochę kłopotu, ponieważ cały czas musiałam patrzyć na zegarek i pilnować grafiku dziennego. Ale nie było aż tak ciężko.

Niemcy z opieką

To jest czasami dziwne. Tyle lat po wojnie, a my nadal pracujemy dla Niemców. Może ze starych czasów zostało im przeświadczenie, że są lepsi od nas co nie? Tylko my wiemy, że człowiek jest człowiekiem i każdego nie można źle traktować. Oczywiście jadąc do pracy w roli opiekunki mamy takie same zasady i myślę, że w tym świecie poruszamy się tak samo, jak u nas. Ale miałam kiedyś chłopaka z Niemiec, który trochę umiał po polsku. Fajne były nasze kłótnie, bo ja u niego za granicą kłóciłam się po niemiecku, ale już w Polsce zawsze mówiłam o tej różnicy i musiał się kłócić po polsku. Przynajmniej jedna z tego była korzyść: musiał się uczyć naszego języka, a ja wygrywałam.

Milionerka z opieki

Nie raz baby kombinują, albo robią coś wariackiego. Tylko, jak mają parę tygodni czy miesięcy życia i na dodatek muszą przy kimś pracować w Niemczech, co wtedy? Znałam taką opiekunkę, chorą na raka, która wszystko robiła, by zostawić po sobie chociaż pieniądze dla swoich dzieci ze Stelli. Pod tym względem to byłam pod wrażeniem, ale muszę przyznać, że kobieta była w desperacji i nawet za granicą podjęła działalność gospodarczą, żeby tylko można było zrobić zabezpieczenie. Oprócz tego, że była opiekunką, to z samego rana była listonoszką na pół etatu i świetnie sobie radziła. Jak ona to zrobiła?

Opieka nad facytami

Gwara robi swoje i czasami się nią posługujemy. Dla ludzi z małej miejscowości jest to normalne. Dla facetów niby „z wielkiego miasta” jest to jakaś anomalia językowa. Niepotrzebne niby, ale dla mnie osobiście jest to nawet wartość narodowa. Ja dla hecy posługuję się gwarą, bo wtedy jest wesoło i wymyślam sobie różne „wymyślanki”. W każdym bądź razie trzeba rozśmieszać ludzi za wszelką cenę i nie ważne jest jak reagują, ale jak my z dobrocią ich właśnie rozśmieszamy. Szkoda tylko, że nie zawsze, kiedy wyjeżdżamy do pracy w Niemczech nie możemy sprzedać pewnych dowcipów, ponieważ musimy wszystko tłumaczyć, ale czasami facytów możemy na swój sposób „zagiąć”.

Świeże powietrze

Dlaczego starsze osoby wychodzą na spacery? Moim zdaniem pewnie po to, by spotkać się z sąsiadami, znajomymi, albo w ogóle się przewietrzyć. Sama miałam okazję sprawdzić jak to wygląda i po pauzie wychodziłam z podopieczną na spacer. Niedaleko, bo pogoda różna, ale zawsze to świeże powietrze i człowiek mógł odetchnąć trochę. Też to był dobry powód, żeby sobie razem porozmawiać i nawet pofilozować na temat sensu życia, czy nawet ustalić menu na następny dzień. Co będziemy mieć na obiad, co trzeba uporządkować, co wyprać, a tu nagle słyszę: Jakie piękne kwiaty, albo ptaki na drzewie. To jest takie przyjemne i uczące nas postrzegania świata inaczej i uczenia się na każdym kroku. Więc chodźcie na spacery!

Goście, goście…

Kiedyś był taki film o takim tytule. Pewnie jeszcze można go obejrzeć.Fajni aktorzy tam grali a i nieźle się działo. Kino francuskie w pełnym wymiarze. Lubię ten wariacki humor, za angielskim nie przepadam. Każde chyba państwo ma swoje dowcipy. Ja tylko żałuję, że nie zawsze chwytam dowcipy niemieckie. Staram się oglądać programy komediowe i niektóre rozumiem. No, nie zawsze człowiek jedzie do opieki i jak ma pauzę to może albo spać, albo sobie się pośmiać jeżeli akurat coś może obejrzeć w telewizji wesołego. Ja zawsze jestem za tym, by człowiek się śmiał, albo chociaż uśmiechał. To takie fajne i dużo ludzi przyznaje mi rację, że kiedy się śmiać, jak można na co dzień i nawet śmiać się z niepowodzeń, bo jak nawet będziemy płakać, to sytuacja i tak się nie zmieni. Ja mam takie powiedzenie:”I fajnie jest”. Fajne no nie?

Optyk

Musimy zadbać o nasze oczy, bo niestety sytuacja nas zmusza i musimy się dostosować do warunków pracy i jakoś funkcjonować na miejscu. Zadziwiające jest to, że jadąc do opieki nad chorym spotykamy się ze zdziwieniem naszych pracodawców. Bo przecież kobieta, która okularów nie nosiła, nagle przyjeżdża w „brylach”. No tak to już jest, że z wiekiem wzrok nam się pogarsza i tak jakoś sobie nie radzimy z tym problemem. Rozumne jest to, że niestety za zdrowie nie możemy sobie radzić, Czasami zastanawiam się, czy nie jest to jakoś skąś przypadłością i jakiś Aniołek nam nie pomógł….

Pranie

Nie lubię prania, ale trzeba to robić. Jeszcze wiadomo, oddzielić białe od kolorowych i przepierka rzeczy przed praniem, by odplamić. Dobrze, że będąc opiekunką mam dostęp do jakiegoś zlewu, bądź miski by zrobić wstępną przepierkę i na początek pousuwać plamy zanim wrzucę wszystko do prania. W sumie faceci uważają, że należy wrzucić to wszystko do pralki i ona sama wypierze. Ale w sumie jak zobaczymy efekty, to jasny szlagowski nas trafia. Jak widzimy, co narobił, to krew się w nas miesza. Oczywiście prywatnie to człowiek by takiego delikwenta udusił. Inaczej ma to się w pracy w opiece. Jak widziałam kiedyś pranie mojego chłopa, to ręce mi opadły od jego bezmyślności.