Opiekuńcze światło

Jeżeli opiekujemy się w Niemczech kimkolwiek, to jesteśmy dla nich takim światełkiem i nie wiem, czy nadziei na poczucie bezpieczeństwa, czy na poczucie się lepiej poprzez naszą pracę. Staramy się jakoś udzielać im wszelkiej pomocy i sprawić, by im ta starość mijała w przyjaznej atmosferze i wzajemnemu zaufaniu. Nie zawsze może nam to wychodzić, ale należy zawsze chorego wspierać i pomagać, jak można. Także przyznać się do winy, jeśli raz nam się tam coś zapomniało i przeprosić, a także zwrócić uwagę na to, żeby nie popełnić tego błędu drugi raz. Ale świećmy przykładem, że jesteśmy najlepszymi opiekunami dla naszych chorych.

Pogoda i pory roku

Z jednej strony to nam to trochę przeszkadza, ale na chłopski rozum ma to wszystko sens i logikę. Pory roku raczej są nieprzewidywalne, a my musimy się opiekować naszymi chorymi i pracować. No właśnie, my sami możemy być chorzy i co wtedy? Nooo trochę nie specjalnie. Dlatego zabierajmy leki chociaż profilaktyczne, by czuć się bezpiecznie i to nawet latem, kiedy jest cieplutko i w zasadzie nie powinno nic nam być. Ale zawsze podoba mi się wiosna. Taka świeża i te kwiaty w ogródkach przydomowych. Albo zapach jesiennych liści w parku. Fajnie jest tak szurać po nich i czuć się wolnym….

Wizyta lekarza

No tak, wizyta pielęgniarki albo lekarza to zawsze jest jakiś stres dla nas. Rzeczą ważną, by się dużo pytać, ponieważ wtedy mamy wiadomości i wiemy jak się poruszać, a ponadto uczymy się więcej i chyba cały dowcip na tym polega. Zawsze warto przygotować sobie ostatnie badania laboratoryjne, bo przecież ani lekarz ani pielęgniarka nie mogą pamiętać wszystkiego.

W Niemczech chyba jest trochę lepiej. Masz człowieku swoją kartę, zapisane leki i wiadomo zawsze, gdzie to znaleźć, nawet w przypadku wezwania pogotowia. U nas niestety musisz sam zrobić sobie teczkę z wiadomościami bieżącymi i niestety szkoda tylko, że nie można w tym wieku sobie wydrukować…Wiadomo – starość i głowa nie ta.

Półkotapczan

Fajny jest półkotapczan. Można go rozłożyć i złożyć i mieć w zamiarze kobietę też rozłożyć. Facetom się to podoba, bo można sobie poużywać i raczej nikt nawet tego nie słyszy. Gorzej, jak opiekunka musi zrobić partyzantkę, faceta przemycić i żeby się to nie wydało. Nie jest to chyba łatwe, ale stwierdzam, że wykonalne. Najlepiej, jak w Niemczech spotykamy naszych. Lecha i Czecha. Rus zjawia się później i Czech zawsze mówi, że se wyhaczył Holkę, ale Rus wlazł mu w drogę i co? Czech jak bumerang. Zawsze wraca i ne ma problemu, bo Holka czeka. Wtedy to się nazywa:”Ja se wratim” i co tutaj zrobić?

Tradycja i my

Babcie nas uczą, rodzice nas uczą, a potem my, opiekując się naszymi dziećmi też robimy to samo i sama opieka nad dzieckiem powoduje, że sami też się uczymy. Lecz będąc opiekunką w Niemczech musimy postępować i także się od starszych ludzi uczyć. Jest tylko pytanie: Kto to robi? Znam moje zmienniczki i od razu także wiem, jaki ma charakter i czy pracę wykonuje dobrze, czy źle? Normalnie czasami można zwariować. Ja tu wszystko przygotowuję na tip top, a potem wracam i zastaję rozpierduchę i wsio od nowa. Już czasami to mam dosyć, ale nie pracy przy podopiecznym, tylko pracy po zmienniczce… Masakra.

Opieka i artysta

Bywa nie raz, że mamy podopiecznych, którzy np. malują, bądź piszą lub lepią coś z gliny. Po prostu mają swoje zainteresowania i pomimo tego, że im pomagamy, to za wszelką cenę chcą nadal żyć aktywnie i spełniać się artystycznie. Jak oni to robią, to nie wiem, ale jak widzę idzie im to całkiem całkiem i w dodatku dobrze. Sama mam swoją pasję i naprawdę kiedyś chciałabym jej się oddać, jeżeli zdarzyłoby mi się coś w życiu na stare lata i mogłabym cokolwiek zrobić dla kogoś, czy nawet coś zrobić, co by sprawiło, by ktoś się ucieszył, czy nawet był szczęśliwy… Seniorzy, trzymam kciuki!!!

Pieski w domu

Trudno jest momentami wykonywać swoją pracę, kiedy do tego mamy opiekować się czworonogami, i czy to jest kot, czy pies, to ta sama robota. Wychodzi na to, że oprócz podopiecznego czy podopiecznej mamy dodatkową pracę i musimy to zrobić. W przypadku piesków jest trochę lepiej, bo tylko nakarmić i wyprowadzić codziennie na spacer. Ale kot wiadomo, zawsze chodzi swoimi drogami i potrafi nieźle namieszać, czyli mamy dwie osóbki do opieki i musimy sobie poradzić. Myślę, że nie jest to łatwe, ale czasami się zdarza, że jakoś nam się to układa i dajemy radę, bo zwierzęta też czują i pomagają nawet.

Auto ze śmieci

Samochód z recyklingu, to bardzo ciekawy temat. Nie dość, że trójkołowy, to ma bardzo przyjazną formę i cała jego „figurka” mnie osobiście się bardzo podoba. Szkoda tylko, że jest trochę drogi, bo kosztuje 3000Euro. Przykro mi, iż niestety nie mogę go kupić, ale widziałam wnętrze i muszę powiedzieć, że takim cackiem pojechać do pracy i pochwalić się chłopakom, to byłby niezły dla nich wyczyn. Autko jak malowane, fajne wyposażenie, disagne na najlepszej linii, ale ta trzykołówka jest super opiekuńcza i mam nadzieję, że szybko wejdzie do produkcji, trochę stanieje i kiedyś będę mogła kupić takie cacko. Oby tylko jak najszybciej, ale na razie do roboty!

Tramwaj bez kierowcy

Są próby doświadczalne z tramwajami bez kierowcy w Poczdamie. Na razie tylko próby, lecz jak się uda, to by była przednia opieka dla podróżnych. Bezpieczeństwo, ochrona, ale najważniejsze w tym wszystkim to wygoda i komfort jazdy. Przynajmniej ja tak myślę i trzymam kciuki, by cała akcja się udała i by każdy podróżny był zadowolony, nawet niepełnosprawny na wózku inwalidzkim. Mam nadzieję, że oczywiście wszystko będzie komputerowo kontrolowane i także z pełnym monitoringiem, by pasażerowie czuli się bezpieczni i dojechali szczęśliwie na miejsce, czyli zazwyczaj do pracy, bądź szkoły w przypadku dzieci. Ciekawa jestem, jak to się sprawdzi?

Aktualnie Oktoberfest

Oktoberfest jest od szesnastu lat imprezą piwną w Monachium. Właśnie cała impreza się zaczęła i będzie trwać 16 dni, jak zawsze. Mówią, że w tym roku już jest ok. 8-miu milionów ludzi. A co będzie przez najbliższe 2 tygodnie? Już to sobie wyobrażam. Piwo się będzie lało hektolitrami, a ludzie będą się przepychać po kufel spienionego piwa. Jest to już tradycja i zjeżdżają ludzie nawet ze Stanów lub Kanady, by pobyć choć chwilę i napić się. Niektórzy nawet za dużo, ale kogo to interesuje, kiedy jest impreza i luzik? Osobiście, to zawsze miałam ochotę pojechać i zobaczyć tych „pijaczy” browara. Pewno by było ciekawie, ale kto by się nimi zaopiekował?