Wiatry i potem

Wiejące, mocne wiatry powodują, że się boję. Oprócz burz to właśnie to mnie trochę przeraża. I jedno i drugie daje mi nerwowo popalić. No bo co? Jak tutaj wytrzymać jako opiekunka, jak takie rzeczy się zdarzają, szczególnie na wiosnę, a ja jestem z dala od rodziny i nie wiem, jak to się dalej potoczy? No sytuacja, jak dla mnie nie jest pięknościowa i nie bardzo wiem, jak się zachować w tym momencie? Panika w środku, a na zewnątrz trzeba jakoś się trzymać. To się chyba nazywa „Wariacje na temat”, ale spokoju to mi nie przywróci i dalej coś w środku będzie siedzieć.

Nasze serce

Zdarzyło mi się, jako opiekunce widzieć, jak mój podopieczny musiał mieć jednak transplantację serca. Przeżycie niesamowite, tylko to siedzenie w szpitalu było okropne. Jakoś to przeżyłam, ale rodzina nie poinformowała mnie, że może dojść do takiej sytuacji. Solennie się w środku wkurzyłam, bo myślałam, że to miała być zwykła opieka nad człowiekiem, a tu taki numer. I sami powiedzcie, czy to uczciwe, że rodzina coś ukrywa, a my wychodzimy na tym, jak  przysłowiowy „Zabłocki na mydle”. Jest dla mnie normalne oszustwo i jak tu agentura rządzi? Oni może też nie wiedzieli i dali się wrobić na piękne słówka rodziny. Ohyda, ale co się stało, to się nie odstanie.

Konkurencja na Stelli

Akurat konkurencji na Stelli nie znoszę. Podlizywanie się pracodawcom doprowadza mnie do szewskiej pasji. Jak można wygryzać swoją zmienniczkę będąc oszukańczą opiekunką, która za wszelką cenę chce nas wysiudać. Tak nie można. No przecież która opiekunka (nic nie robiąca w zasadzie) chce udowodnić nam, że jest lepsza. Dla mnie osobiście jest to wysoce niesprawiedliwe i godne w zasadzie nawet potępienia, a nawet nieludzkie. Dziwię się, jak tak można robić i powód dlaczego? To jest po prostu nie do pomyślenia. W końcu mamy pracować, zaprzyjaźnić się z podopiecznym, gotować, prać, sprzątać i spędzać z nim jak najwięcej czasu, a do tego często się zdarza, że z nim się zaprzyjaźniamy, a nie odwalamy kaszanę.

Rozwód a praca

Rozwód poprzez pracę w Niemczech też się zdarza. Kobieta zaczyna pracę jako opiekunka i potem się dzieje. Kobiety nie ma w domu, a facet stwierdza, że może robić, co chce. Zaczyna nic nie robić (czyli nierób do momentu przyjazdu żony) lub wychodzi na piwo z kolegami albo lepiej: Podrywa kogokolwiek, bo ma potrzebę i resztę już w zasadzie znamy. Za to kobieta w robocie, wieczorem dzwoni, bo tęskni iiiii…… się zaczyna. Jakieś powoli zgrzyty, niedomówienia i czasami wraca się powoli do domu praktycznie „z ręką w nocniku”. Wtedy się dowiadujemy, że mąż wybrał inną babę i niestety zaczyna być pod górkę. Szkoda, że czasami tak się zdarza..

Jestem z miasta…

„Jestem z miasta”. Tak śpiewał Kuba Sienkiewicz i tak sobie zawsze pod nosem mruczałam, kiedy byłam opiekunką w Niemczech i wychodziłam na spacer podczas pauzy. Jak miałam ciężki dzień w pracy i nie było mi wesoło, to z kolei stawałam na ulicy i mówiłam w myśli tak: „Jestem Polką i nikt mi nie  podskoczy leszcze”!

Bunt był częsty, lecz zawsze wypowiadałam sobie to hasło, pierś do przodu i waliłam po chodniku na przód, aż miło. I żeby ludzie obok wiedzieli, kim jestem, to chyba raczej byli by bardziej serdeczni i bardziej życzliwi, a może mi się tak czasami wydawało? Ale robota, to robota.

Gorączka na Stelli

Można na Stelli zachorować i tutaj kłopot, bo nie wiadomo, gdzie się udać? Wiadomości w zasadzie zero i robi się niezły rozgardiasz. Jeszcze do tego trzeba pracować i co z tym wszystkim zrobić? Więc zmasowany atak na podopiecznego, czy podopieczną, lub rodzinę i wcale tak to pięknie nie wygląda. Kwestia chyba tylko ustalić pewne zasady i niech to będzie od razu jasne, a nie, że z nami się coś dzieje i sami potrzebujemy pomocy. Ale jak to często bywa, rodzina niby pomoże, a ty człowieku radź sobie sam. To mi przypomina męża na delegacji, który nawet cię nie wesprze, bo to obojętne… Osz kurka!

Menopauza u kobiet

Kobiety niestety mają klimakterium i daje to poważnie popalić. Te wszystkie napady gorąca, zmienne nastroje powodują rozdrażnienie i to dość poważne.

Ja się pytam innych kobiet, jak to przechodzą i jak dają sobie radę z tym wszystkim? Efekt jest dla mnie zaskakujący, bo każda kobieta niby przechodzi podobnie, ale są pewne aspekty, które powodują, że jednak każda przechodzi to wszystko inaczej. No i bądź tu kobito mądra i pisz wiersze…

Jak to w sumie jest, to muszę się sama przekonać i nie ma na to mocnych. Ja wyznaję zasadę, że każdy organizm jest osobliwy i nie mamy na to wpływu, bo on sobie robi, co chce.. a być teraz opiekunką, to niezły wyczyn chyba…

Spanie nasze kochanie

Spanie to mamy nieciekawe w pracy. Nie znosiłam krzyków po nocy lub biegania z piętra z adrenaliną na plecach, żeby pomóc. Niby mamy 8 godz. pracy, a jesteśmy do dyspozycji 24h na dobę. Ja po dwóch miesiącach, kiedy przyjeżdżam do domu, to śpię 14h i niestety możecie mnie dźwigać dźwigiem, a i tak tyłka z łóżka nie podniosę. No tak mamy po zamęczeniu nas przez podopiecznych i nie wiadomo, czy my ich, czy oni nas wykończyli. W końcu po 16-tu godz. jazdy trafiam do domu, adrenalina pracuje, więc jeszcze coś kupić do jedzenia dla siebie i rodziny i „padlinka spankowa”. Boziuniu kochana, byśmy wytrzymali to tempo.

Jak to na wojence

„Wojenko wojenko cóżeś ty za Pani”, że tak sobie pomruczę piosenkę, ale niestety tak bywa w pracy opiekunki, że mamy nie raz ochotę popracować szabelką i szczególnie wtedy, gdy podopieczni marudzą, krzyczą, czy sami są niebezpieczni dla nas ze względu na agresję. Jak to mówiła pewna kumpela „po fachu”, to uciekała przez balkon do Polski, bo tak się bała. Nie dziwota, jak dziadek nożem w nią rzucał? Pierwszy raz taki numer usłyszałam! Szaleństwo na resorach! Czyli faktycznie nasz hymn do śpiewania to na luziku ” Jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie….” Nie dajmy się takim koniom iiiii……..tyle.

Ni ma letko

Pracując jako opiekunka też mam prawo zachorować i tak się też zdarzyło pewnego razu.  Lądując na intensywnej terapii z „pokarmówką do remontu” i kroplówką leżałam jak przysłowiowa „betka”. Miałam tylko szczęście, że rodzina podopiecznej akurat była na miejscu i akcja poszła szybko. Pamiętam tylko, że na sali segregacji szwargolę po niemiecku ledwo żywa i mówię o bólu brzucha, aż tu nagle słyszę od lekarza po polsku:” Nie męcz się kobieto, ja jestem z Wrocka (Wrocławia)”. Sama adrenalina już na mnie podziałała i zaczęłam się śmiać pomimo tego, że powoli film mi się urywał… I takie zdarzenia mają miejsce w naszej pracy. Dziękuję Panie Doktorze z Wrocka. Szacun wielki !!!