Zupa z zielonego groszku

Przypomniał mi się dowcip, jak pijany mąż wrócił do domu i powiedział: grosz….k mi na nerwach. I tak chyba powstała ta zupa. Mi teraz obrodziło w dwie puchy, no to się robi, co nie? Miałam resztki rosołu, walnęłam resztę, zmiksowałam, doprawiłam i wyszedło.  Jakim cudem to nie wiem, ale ziemniaki zostały od wczoraj, więc podsmażyłam i walnęłam na talerz, zalewając zupką-kremem zaciągniętym żółtkiem z kremówką. Odwalcie się faceci, macie w końcu w „miechu”!

Dodaj komentarz